Niszczyciel min ORP "MEWA" to jedyny okręt polskiej Marynarki Wojennej,
na którym podczas swego pontyfikatu gościł Jan Paweł II. Papież pływał
nim po Zatoce Gdańskiej 25 lat temu, kiedy po raz pierwszy jako
głowa Kościoła odwiedził Trójmiasto. Papież pierwszy raz wszedł na
pokład okrętu 11 czerwca 1987 roku (po mszy odprawionej na Skwerze
Kościuszki w Gdyni). Jan Paweł II wraz z towarzyszącymi mu osobami na
pokładzie ORP "MEWA" dopłynął do molo w Sopocie. Po noclegu w gdańskiej
Kurii, 12 czerwca Jan Paweł II pojawił się na pokładzie jednostki po raz
drugi. ORP „MEWA” z Sopotu popłynął na Westerplatte, gdzie papież
spotkał się z wiernymi. Papież po wpisaniu się do Kroniki Okrętowej,
podarował marynarzom różańce i zdjęcia ze swoim podpisem.
III
pielgrzymka papieża Jana Pawła II do Polski. Ojciec Święty przypłynął
minowcem ORP Mewa na Westerplatte, gdzie spotkał się z młodzieżą i
wygłosił homilię. Gdańsk, 12 czerwca 1987r.
HELSKI ŚLAD OJCA ŚWIĘTEGO
Program III pielgrzymki Ojca Świętego do
Ojczyzny w 1987 r. znany był już kilka miesięcy wcześniej. Przewidywał
on przewóz Papieża okrętem z Gdyni do Gdańska. Rozmawiam o tym z byłym
dowódcą ORP "Mewa" z 13 Dywizjonu Trałowców kmdr por. rez. Dariuszem
Przedpełskim.
Przed przyjazdem Papieża do Trójmiasta trwał długi okres
przygotowań. W marcu 1987 "Mewa" została skierowana do stoczni Marynarki
Wojennej celem przeprowadzenia prac adaptacyjnych. Słyszałem, że do
tego celu przygotowano dwa okręty?
Tak, rolę dublera pełnił trałowiec 618 dowodzony przez kpt. Sławomira
Tkaczyka. Na obu okrętach zdemontowano i zdjęto całe uzbrojenie (armaty,
bomby, broń osobistą i amunicję), a na pokładzie dziobowym przed komorą
amunicyjną ustawiono drewniany podest, do którego przymocowano
kilkadziesiąt foteli zdjętych z wodolotów. Specjalnie przygotowany dla
Ojca Świętego fotel miał podwójną szerokość. Z uzbrojenia na okręcie
pozostała jedynie rakietnica, jako element wchodzący w skład wyposażenia
ratowniczego. W uproszczeniu z okrętów zrobiono statki wycieczkowe. Oba
okręty odnowiono i wymalowano. Przeglądowi poddano wszystkie urządzenia
i maszyny. Wykonaliśmy kilka treningów na Motławie, gdzie ćwiczyliśmy
manewry na wąskim odcinku kanału w pobliżu Zielonej Bramy.
Czy przed tym specyficznym rejsem dokonywano jakiejś selekcji załogi?
Tak, załogę sprawdzali oficerowie kontrwywiadu WSW i Biura Ochrony
Rządu i z tego co pamiętam na ten czas musiałem wymienić jedynie trzech
członków załogi. Byłem z tego bardzo zadowolony, gdyż mogłem dowodzić
ludźmi, z którymi pływałem na co dzień. Oficerowie BOR, którzy
codziennie byli w stoczni, gdy demontowano uzbrojenie okrętu byli bardzo
wnikliwi. Pamiętam, że chcieli, abyśmy zdemontowali butle ze sprężonym
powietrzem, gdyż ich zdaniem groziło to wybuchem. Na te uwagi obruszył
się mechanik, gdyż sprężone powietrze niezbędne jest do uruchomienia
silników okrętu. Po dyskusji i wymianie zdań zgodzili się na ich
zostawienie. Ten z pozoru śmieszny fakt świadczy o rygorystycznych
warunkach bezpieczeństwa jakie przestrzegano.
Kiedy okręt stanął w Gdyni?
W basenie portowym nr 1, przy Skwerze Kościuszki zacumowaliśmy 11
czerwca około południa i tam czekaliśmy na przyjście Papieża. Na okręcie
podniesiona była wielka gala banderowa, na dziobie proporzec Marynarki
Wojennej, bandera na topie masztu i na rufie okrętu.
Na każdym z foteli powieszono kurtki, tzw. "moleskiny morskie", które można było założyć w przypadku ochłodzenia.
W tym dniu Ojciec Święty odprawiał msze na Skwerze Kościuszki i na
okręt miał przybyć jeszcze przed zachodem słońca. Po zachodzie słońca
zgodnie z ceremoniałem i RSO opuszcza się galę i bandery i ten czas w
związku ze spóźnieniem Papieża przesunięto. Dla Ojca Świętego po raz
pierwszy w historii Marynarki Wojennej przesunięto zachód słońca...
O której wypłynęliście z Gdyni?
Już szarzało, byliśmy w alarmie manewrowym, gdy po godzinie 20.00,
Ojciec Święty wraz z towarzyszącymi osobami przybył pieszo na okręt.
Miał na sobie, jak pamiętam, czerwoną pelerynę. Widać go było z daleka,
jak szedł w otoczeniu kardynałów. Stojąc przy trapie, podanym wyjątkowo
na dziobie, byłem bardzo wzruszony, czułem się jakbym miał za chwilę
zemdleć.
Na burcie stało 6 ubranych na galowo trapowych przewidzianych
zgodnie z ceremoniałem do powitania głowy państwa. Powitałem Ojca
słowami: "Witam Waszą Świątobliwość i zapraszam na miejsce na dziobie
okrętu". Pamiętam, że tuż za Papieżem wchodził na okręt kard. Macharski,
który, podając mi rękę, powiedział: "Jestem Macharski z Krakowa".
Chwilę później udałem się na GSD i odpłynęliśmy do Sopotu. Zacumowaliśmy
przy molo skąd Ojciec Święty udał się na nocleg do Kurii
Metropolitarnej w Gdańsku-Oliwie.
Kiedy ponownie Ojciec Święty przybył na okręt?
Następnego dnia, 12 czerwca około 7.00 popłynęliśmy na Westerplatte.
Przybijaliśmy naprzeciwko pomnika, gdzie Papież spotykał się z
młodzieżą. Już po ogłoszeniu alarmu manewrowego, w odległości około 200
m. od miejsca cumowania, Papież wstał, poszedł na dziób okrętu i stanął w
miejscu przygotowanym do podania na molo cum. Włosy stanęły mi dęba, bo
szykuję się do podania komendy podać cumy, a Papież stoi w tych cumach.
Jak nie podam na czas cum, to silny prąd obróci okręt w poprzek kanału.
Nie wiem czy na skutek rozpaczliwych znaków, które dawałem bosmanowi
okrętowemu, czy też z własnej inicjatywy, chor. Michał Golec podszedł do
Papieża i spowodował, że zszedł On z kłębowiska cum. Manewr wykonano
bez zarzutu i Ojciec Święty opuścił okręt. Mszę na Westerplatte
oglądaliśmy na ekranie telewizora. Po kilku godzinach popłynęliśmy pod
Zieloną Bramę. W czasie około 30-40 minutowego rejsu Papież przeszedł do
messy, gdzie wpisał się do kroniki okrętu oraz pozostawił dla załogi
kilkadziesiąt różańców i swoich fotografii z dedykacją. Ja w tym czasie
pozostawałem na GSD, skąd dowodziłem okrętem. Był tam również ówczesny
dowódca dywizjonu kmdr Marian Prudzienica.
Jak wyglądało pożegnanie z Papieżem?
Po zacumowaniu na Mołtawie Papież podziękował za rejs - był zadowolony, jednak nie pamiętam, co mówił...
Co stało się z różańcami i fotografiami pozostawionymi przez Papieża?
Osobiście dopilnowałem, żeby każdy członek załogi otrzymał fotografię
lub różaniec. Niestety po upływie około roku, ktoś wyrwał kartkę z
kroniki, do której wpisał się Papież. Tej pamiątki po Ojcu Świętym na
okręcie już nie ma - nie udało się jej odzyskać...
Jak pan wspomina wizytę Ojca Świętego na pańskim okręcie?
Byłem z tego bardzo dumny i szczęśliwy, że mnie i mojej załodze
przypadł zaszczyt goszczenia Papieża - Polaka na okręcie
Rzeczypospolitej Polskiej. Mój okręt nosił w tym czasie miano
"Przodującego okrętu" w dywizjonie i ten dodatkowy zaszczyt był dla nas
szczególnym wyróżnieniem. W kilka miesięcy po wizycie Papieża mój okręt
popłynął w rejs do Helsinek.
Czym była dla pana informacja o chorobie i śmierci Ojca Świętego?
Czułem ogromny żal i ból. To jest tragedia dla całego polskiego
narodu. Odszedł ktoś taki, jak człowiek z najbliższej rodziny.
Gościłem Papieża na okręcie w ciągu dwóch dni i teraz szczególnie, choć z żalem, będę miał co wspominać...
źródło wywiadu z kmdr por. rez. Dariuszem
Przedpełskim: http://www.przyjacielehelu.pl/helska_bliza/hb_196/art03.htm